

Niezliczone świetliste drobiny w wiecznej tułaczce, choć narzucono im bezruch, jako prazasadę istnienia tego jednego (jedynego) ze światów. Żyją, aby za chwilę zgasnąć i zrobić miejsce nowym, podążającym w innych kierunkach. To wznoszą się i skupiają, tworząc monumentalne symfonie mgławic, to z lękiem rozpraszają, upadają, by dotknąć ziemi, poczuć jej ciepło i wybuchnąć, dając nowe życie. Tu są rozbite, lecz tam gromadzą swoje armie i błyszczącymi pancerzami ostrzegają o własnej sile i wartości. O co walczą? O to miejsce, pełne luk i niedoskonałości? Tu jest ich dom, ogród i ten orzech przed którym chcę stać i płakać nad tym jednym (jedynym) ze światów.






































